Aktualności, Ekologia, Ochrona środowiska, Wydarzenia

Niepokojąco niestabilny akwen

Topniejące lodowce

Świeża woda mogła zaburzyć równowagę północnego Atlantyku

W ciągu zaledwie czterech lat, od 1968 do 1972 roku, temperatura wody w północnej części Oceanu Atlantyckiego spadła o 0,3 stopnie C. Zmiana może się wydawać nieduża, ale dla oceanografów to odkrycie prawie sensacyjne. Wiadomo, że ten akwen ma swoje chłodniejsze i cieplejsze fazy. Każda z nich trwa jednak wiele dziesięcioleci i dotychczas panowało przekonanie, że przejścia między nimi są łagodne. A tu proszę, takie tąpnięcie!

Chłodny epizod w dziejach oceanu wykrył zespół, którym kierował David Thompson z Colorado State University w Fot Collins. Jego grupa jeszcze raz przeanalizowała dostępne dane na temat temperatury oceanów od początku XX wieku. Sprawdzano je je rok po roku, miesiąc po miesiącu. Praca była wyjątkowo żmudna. Jednak dzięki niej naukowcy wpadli na trop zaskakującego zdarzenia sprzed 40 lat. Co mogło być jego przyczyną? Autorzy badań raczej wykluczają wpływ człowieka. Ich zdaniem wyjaśnienia zagadki trzeba szukać w głębinach.

W ubiegłym stuleciu temperatura wody na powierzchni północnego Atlantyku powoli rosła. Jednak trend ten nie był stały. Pierwsza faza ocieplenia zaczęła się ok. 1910 roku, a skończyła w latach czterdziestych. Następnie temperatura nieco spadła, aby znowu poszybować w górę pod koniec lat siedemdziesiątych. W podobny sposób zmieniała się temperatura powietrza na półkuli północnej.

Nastanie tej chłodniejszej fazy, trwającej przez 30 lat od zakończenia II wojny światowej, tłumaczy się na dwa sposoby. Pierwsze wyjaśnienie uwzględnia skutki działalności człowieka. W połowie XX wieku w Europie i Ameryce Północnej nastąpił boom ekonomiczny i przemysłowy. W powietrze powędrowały olbrzymie ilości związków siarki, która odbijała część promieniowania słonecznego, schładzając atmosferę i oceany. Aerozole siarkowe miały stanowić przeciwwagę dla gazów cieplarnianych, których także przybywało. Emisja tych pierwszych zaczęła szybko spadać na skutek masowego zastosowania filtrów. Wówczas temperatura na półkuli północnej ponownie podskoczyła. To ciepło zaczęło przenikać również do oceanów.

Według drugiego scenariusza trzy chłodniejsze dziesięciolecia w dziejach północnego Atlantyku były przejawem naturalnego rytmu wahań temperatury wody. Przyczyny tego zjawiska nie są znane. Najprawdopodobniej jest ono konsekwencją cyklicznych zmian w krążeniu prądów morskich. Naukowcy odkryli ten proces w 2001 r. i nazwali go Atlantic Multidecadal Oscillation (AMO). Długość cyklu określili na 50 ? 70 lat. Ma on pewien wpływ na klimat ? poddają mu się atlantyckie huragany i susze w Afryce Zachodniej.

Ostatnio odkryto, że AMO posłuszne są także alpejskiej lodowce. Od prawie dwóch dziesięcioleci kurczą się one szybko, ale jeszcze prędzej topniały w latach czterdziestych, czyli w maksimum poprzedniej fazy oscylacji. Potem temperatura północnego Atlantyku spadła, a lodowce w Alpach ponownie nabrały masy. Odwrócenie trendu nastąpiło w drugiej połowie lat siedemdziesiątych, a teraz znajdujemy się w maksimum następnej ciepłej fazy AMO, która powinna wkrótce dobiec końca. W związku z olbrzymią emisją gazów cieplarnianych może się to nie przełożyć na obniżenie temperatury powietrza. Zapewne jednak naturalny rytm zahamuje tempo ocieplania się klimatu na półkuli północnej w najbliższych dziesięcioleciach.

Oba scenariusze ? antropogeniczny i naturalny ? nie uwzględniały tak raptownych spadków temperatury wody oceanicznej, jak ten odkryty przez zespół Thompsona, a opisany pod koniec września w Nature. Autorzy badań nie śpieszą się z wysuwaniem własnych propozycji wyjaśnienia genezy dołka temperaturowego z lat 1968 ? 1972. Wątpią jednak, aby odpowiedzialne za to były aerozole siarkowe w atmosferze, ponieważ te schładzałyby ocean stopniowo. Również koncepcja powolnej, rozłożonej na dziesiątki lat oscylacji AMO nie budzi ich entuzjazmu. Sądzą raczej, że północny Atlantyk mógł zareagować tak gwałtownie na pojawienie się jakiegoś niespodziewanego bodźca. Był on na tyle silny, że na pewien czas zdestabilizował krążenie wody morskiej, doprowadzając do schłodzenia powierzchni oceanu i całej półkuli północnej.

Tym bodźcem mogłoby być dostanie się do oceanu dużej ilości słodkiej wody pochodzącej z topniejącego arktycznego lodu. Niektórzy eksperci przypominają, że w 1967 r., czyli na rok przed początkiem chłodnego epizodu, znacznie spadło zasolenie wody atlantyckiej w pobliżu wschodniej Grenlandii oraz w Morzu Labradorskim. Nastąpiło to na skutek roztopienia się olbrzymich mas lodu morskiego, który przydryfował z Morza Arktycznego. Na powierzchni oceanu pojawiło się, jak oszacowano, około 10 000 km sześciennych, słodkiej wody.

Zdarzenie to nazwano Wielką Anomalią Zasoleniową.

Więcej w listopadowym numerze Świata Nauki.

Źródło: Świat Nauki (Nr 11, Listopad)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *