Aktualności, Ekologia, Ochrona środowiska, Wydarzenia

Japonia, Norwegia i Islandia co roku zabijały ponad dwa tysiące wielorybów

Połowy wielorybów (Fot. WirtualneOslo.pl)

W 1986 roku powstało moratorium w sprawie ochrony wielorybów, które podpisało wiele państw. Mimo tego niektóre z nich jawnie je łamią albo korzystają z luki prawnej. O polowaniach na wieloryby i ich ochronie z Jakubem Banasiakiem, zoopsychologiem, wolontariuszem Tethys Research i współpracownikiem Marine Connection, rozmawia Adriana Borkowska z Ekologia.pl.

Walka między aktywistami i wielorybnikami trwa od lat. W latach 80-tych znaczna część państw podpisała moratorium w sprawie ochrony wielorybów, w tym Japonia. Jak to jest możliwe, że kraj ten ciągle prowadzi połowy tych największych ssaków?

Powiedzmy sobie wprost. Nie mówimy tu tylko o wielorybach. Mówimy też o pieniądzach, polityce międzynarodowej, strefach wpływów, niechęci jednych państw do drugich, dumie narodowej urażonej dyktatem innych krajów… I dlatego przez wiele ostatnich lat prawie nic się zmieniło, jeśli chodzi o prawne międzynarodowe rozwiązania w sprawie zakazu połowu wielorybów.

No właśnie, przecież to już ponad 20 lat…

Komercyjne połowy wielorybów i handel tymi zwierzętami są objęte zakazem od połowy lat osiemdziesiątych. Pomimo tego Japonia, Norwegia i Islandia co roku zabijały ponad dwa tysiące wielorybów, próbując na dodatek podwyższać limity na odławiane wieloryby. Międzynarodowa Komisja Wielorybnicza (IWC) jest tu bezradna.

Japonia, Norwegia i Islandia nie przestrzegają moratorium. Japonia i Islandia korzystają z zaistniałej luki prawnej w moratorium i łowią pod pretekstem badań naukowych. Z kolei Norwegia twierdzi, że ma prawo do polowań ponieważ nie zgadza się z założeniami moratorium.

Japonia jest tu najbardziej aktywna. Na każdym spotkaniu IWC prowadzi batalię o zniesienie moratorium. Sytuacja jest rzeczywiście problematyczna. Japonia szantażuje IWC, strasząc, że jeśli IWC zakaże jej polowań ?w celach naukowych? to rząd japoński wystąpi z Komisji. A gdyby tak się stało IWC nie miałoby jak kontrolować połowów prowadzonych przez ten kraj. I wtedy mogłoby dojść do totalnej hekatomby.

Z kolei Norwegia w ogóle nie bawi się w dyplomację. Jej rząd twierdzi, że Norwegia prowadzi polowania, bo po prostu nie zgadza się z moratorium, argumentując, że skoro nie uwzględniono w nim ich obiekcji to moratorium to Norwegii nie obowiązuje.

Norwegia złamała je w 1993 roku, do 2006 odłowiła ponad 6 tysięcy wielorybów. Natomiast Islandia złamała postanowienia moratorium w 2003 i polowała na wieloryby wbrew zakazowi, a w 2006 wprowadziła swój ?program naukowy?, który pozwala na zabijanie wielorybów. I teraz działa zgodnie z literą prawa.

Dlaczego tym krajom dalej udaje się podtrzymywać ich proceder?

Jedną z przyczyn niestety jest wciąż jeszcze zbyt duża bierność opinii publicznej bądź wiara, że tzw. inni rozwiążą za nas ten problem. My jako Polacy też nie jesteśmy bez winy. To prawda, że uczyniliśmy jakiś krok do przodu, bo w IV 2009 nasz kraj stał się pełnoprawnym członkiem Międzynarodowej Komisji Wielorybniczej i może głosować za wprowadzeniem całkowitego zakazu połowów wielorybów. Tylko co z tego? Nasze Ministerstwo Środowiska nie wysłało delegacji na kolejne spotkanie Międzynarodowej Komisji Wielorybniczej, gdzie po raz kolejny miały się decydować losy wielorybów. Tłumaczyło się oszczędnościami. A miało to być spotkanie bardzo ważne, gdzie każdy głos był na wagę złota (o czym zresztą od dawna wiedziano). Po raz kolejny Japonia usiłowała znieść trwające od lat osiemdziesiątych moratorium na komercyjne zabijanie wielorybów.

Na ile działania Japonii na forum IWC są groźne?

Są groźne. Pokazali to choćby dziennikarze z brytyjskiego ?The Sunday Times?. Ujawnili, że niektóre delegacje, szczególnie małych krajów są po prostu opłacane przez Japonię. Przykrywką są programy pomocowe mające rzekomo wspierać rozwój biednych krajów, ich rybołówstwa, przetwórstwa rybnego itd. Do tego dochodzi dyskusyjny sponsoring japońskich firm dla delegacji takich krajów, płacenie za ich przelot i hotel, pieniądze na ekstra wydatki. Ponoć za hotel japońska firma zapłaciła również wiceprzewodniczącemu IWC. Kupowanie głosów przez Japonię trwa ponoć od lat. Ci z Państwa, którzy widzieli film ?Zatoka delfinów?, mieli okazję poznać tę kwestię w szczegółach.

Czy znana jest Panu postać Paula Watsona i organizacja Sea Shepherd Conservation Society (SSCS)?

Trudno nie kojarzyć postaci Paula Watsona. Organizacja Sea Sheperd Conservation Society jest mi bliska także ze względu na to, co robią dla ochrony delfinów. Delfiny zaś, ich ochrona i dobrostan to temat dla mnie z kolei najbliższy. Obserwatorzy z Sea Sheperd, tzw. ?Strażnicy Zatoki?, aż do momentu ostatniego tragicznego tsunami codzienne dokumentowali horror mordowania delfinów w zatoce Taiji, pokazany światu przez twórców oskarowego dokumentu ?Zatoka delfinów?.

Sea Sheperd prowadził też akcję mającą na celu udokumentowanie i pokazanie światu w szczegółach rzezi grindwali na Wyspach Owczych.

Paul Watson rzeczywiście jest kontrowersyjną postacią. Sea Sheperd też ma różne opinie, nawet w kręgach osób i organizacji zajmujących się ochroną waleni. To normalne. SSCS wybrali bardzo radykalną drogę. Nie wszyscy muszą ją akceptować. Dla niektórych śmieszny i komiksowy wydaje się cały ich sztafaż, te czarne statki, czarne stroje, maski, piracka flaga…

Ja osobiście bardzo szanuję Sea Sheperd za to, co robią. Dla mnie też Sea Sheperd to nie Paul Watson. Jest tam mnóstwo innych ludzi, którzy może nie są takimi ikonami, ale od lat robią bardzo dużo, by rzeczywiście ratować życie zwierząt.

Aktywiści za wszelką cenę próbują zakazać połowów. Między innymi przeprowadzają ataki na statki wielorybnicze ? obrzucają je różnymi substancjami, przeszkadzają w połowach, a nawet taranują. Czy tak powinna wyglądać ochrona wielorybów? A może to jest jedyny sposób?

Spójrzmy na to, co na świecie robi się dla ochrony wielorybów. Doceniam wkład każdego człowieka i każdej organizacji, ale jeśli mówimy o rzeczywistych efektach, to SSCS naprawdę zrobiło i robi kawał konkretnej roboty.

Osobiście wierzę w siłę wielkich zuchwałych śmiałych celów. Sea Shepherd postawił sobie bardzo zuchwały cel ? zatrzymanie dewastacji środowiska morskiego, a przede wszystkim powstrzymanie rzezi wielorybów. I jest w swym postanowieniu bardzo konsekwentny. I konkretny.

Jest to w zasadzie jedyna organizacja, która działając w obronie życia wielorybów, naprawdę skupia się na efekcie i faktycznie do niego dąży, zamiast delektować się działaniem dla działania. Rozpolitykowana Międzynarodowa Komisja Wielorybnicza skupia się na obradowaniu i fasadowych działaniach, Greenpeace na prowadzeniu kampanii uświadamiających, cyberaktywiści ? na zbieraniu w sieci podpisów pod protestami, organizacje o charakterze naukowym ? na dokumentowaniu niszczycielskiego wpływu człowieka na populację waleni, rząd Australii stawia Japonii kolejne ultimatum? A co robi Sea Shepherd? Nie gada, tylko działa. Gdy japońscy wielorybnicy wypływają na połowy, statki Sea Shepherd wypływają ich śladem. Ścigają ich jednostki, aktywnie przeszkadzają w polowaniu, dezorganizują połowy. Członkowie Sea Shepherd narażają własne życie i zdrowie (oraz wolność, świadomie łamiąc prawo Japonii), by wielorybnicy nie byli w stanie dopłynąć do stad wielorybów, by utrudnić i dezorganizować połów z kutrów i załadunek na statek-przetwórnię, by musieli zawrócić do swoich portów. Wpływają na pontonach między działka harpunnicze a zwierzęta, wplątują liny w śruby statków wielorybniczych, nękają ich załogi, by odciągnąć je od przygotowań do polowania, płyną kursem kolizyjnym?

Czy to nie jest już zbyt radykalna droga? Takie działania mogą przecież też zrażać opinię publiczną…

Oczywiście możemy różnie oceniać czyny załóg Sea Sheperd i przyjętą strategię, ale nikt im nie odmówi faktycznej orientacji na efekt. Zresztą świat docenia Sea Shepherd. Jego założyciel Paul Watson ? chyba najbardziej kontrowersyjna postać ?Morskiego Pasterza? otrzymał dziesiątki nagród. Został honorowym obywatelem Florida Keys, a potem w 1996 roku St. Jean Cap Ferrat we Francji. Otrzymał Genesis Award (1998) ? nagrodę obrońcy przyrody roku, nadawaną przez Toronto TV (1990). W 1999 roku otrzymał nagrodę Daily Points of Light Award. W 2000 roku The Time uznał Watsona jednym z największych przyrodniczych bohaterów XX wieku. W 2002 roku znalazł się w U.S. Animal Rights Hall of Fame.

W tym roku Japończycy wykonali niecałe 20 proc. planu odłowu. Czy można nazwać to sukcesem w walce o całkowite zaprzestanie połowów?

Dla mnie zwycięstwem jest uchronienie od śmierci nawet jednego wieloryba. Część waleni to gatunki zagrożone. Poza tym pamiętajmy, że każda śmierć wieloryba poprzedzona jest straszną męczarnią. Wbrew temu, co twierdzą przedstawiciele Japonii na posiedzeniach IWC, jeden strzał z harpuna nie wystarcza by zabić wieloryba. W jednym z dokumentów nakręconych z pokładu statku Sea Sheperd widzimy, że agonia wieloryba trwała około 25 minut. A pamiętajmy, że mamy do czynienia z ssakiem, którego zdolności kognitywne są bardzo wysoko rozwinięte, który jest zwierzęciem społecznym, odczuwa różnego rodzaju emocje i prawdopodobnie jest samoświadome (samoświadomość udowodniono przynajmniej u delfinów).

Tylko, że jednocześnie Sea Sheperd naraża życie dziesiątek osób na swoich statkach. Ostatnio stracił też jedną ze swoich mniejszych jednostek. Czy w tym kontekście też jest to sukces?

Sądzę, że mamy prawo mówić o sukcesie. Nawet liczby to potwierdzają. Dla przykładu zimowa Operacja Musashi (2008?2009), zakończyła się dla obrońców wielorybów bardzo konkretnym zwycięstwem. Spośród planowanych, przewidzianych do zabicia 935 płetwali karłowatych, zamordowano tylko 679 osobników, natomiast spośród 50 planowanych do zabicia finwali zginął tylko jeden.

No i wreszcie sukces ostatniej operacji ? ?No Compromise?. Z kilkuset ssaków planowanych do odłowu wielorybnikom udało się zabić trzydzieści. 10 lutego rzecznik japońskiego rządu potwierdził, że Japonia wstrzymała połowy wielorybów w pobliżu Antarktydy na skutek radykalnych działań podjętych przez ekologów.

I to wszystko dzięki bezpośrednim akcjom Sea Shepherd. Działania jakiejkolwiek innej organizacji czy rządu nie uratowały bezpośrednio przed japońskimi harpunami żadnego wieloryba.

Oczywiście nie jest to jeszcze sukces, jeśli chodzi o całkowite zaprzestanie połowów. Zresztą jest pewna pułapka w skupieniu się tylko na dążeniu do całkowitego zaprzestania połowów wielorybów. Jasne, że trzeba dalej działać w tym kierunku. Ale jednocześnie trzeba robić wszystko, by przeciwdziałać obecnym połowom w każdej dostępnej skali. Przeciwdziałać albo jak kto woli ? przeszkadzać.

Wielorybnictwo od wielu lat jest wpisane w kulturę Japończyków, podobnie jak Islandii i Norwegii gdzie również prowadzi się polowania. Z drugiej strony mamy XXI wiek i może już jest pora zaprzestać połowów?

Oczywiście, że nie powinniśmy kontynuować tradycji, skoro obecne czasy, styl życia, świadomość obywatelska, ekologiczna pokazują, że taka tradycja jest po prostu szkodliwa, destrukcyjna i niezgodna z przyjmowanymi przez współczesny świat normami etycznymi, prawnymi…

Nie demonizowałbym tu jednak siły tradycji. Bo o jakiej tradycji mówimy?

Co mają wspólnego ultranowoczesne statki-przetwórnie z tradycyjnym wielorybnictwem? Co ma wspólnego tradycja spożywania mięsa wielorybów z międzynarodowym obrotem produktami spożywczymi, potężną machiną rybołówstwa, giełdą produktów pochodzenia morskiego itd.?

Problem wciąż jest aktualny. W ubiegłym roku na spotkaniu roboczym w St.Petersburg, USA, Dania wystąpiła z żądaniem uzyskania pozwolenia na połowów humbaków dla Grenlandii. Ani propozycja Danii, ani propozycja uchylenia moratorium nie zostały poddane głosowaniu ponieważ na spotkaniu nie stawiła się wystarczająca ilość członków IWC. Ale jak widać, problemem nie jest już tylko Japonia, Islandia i Norwegia.

Na co w takim razie postawić?

Trzeba po prostu robić wszystko, co można. Na każdym polu i wszelkimi dostępnymi, legalnymi środkami. I chyba najważniejsze jest cały czas pamiętać słowa znanej amerykańskiej socjolog, Margaret Mead, które często cytuje Paul Watson z Sea Sheperd: ?Nigdy nie przestawaj wierzyć, że nawet mała grupa myślących i oddanych obywateli może zmienić świat?.

Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała Adriana Borkowska

Źródło: WirtualneOslo.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *