Aktualności, Ekologia, Ochrona środowiska, Wydarzenia

WWF przyjacielem wielkich koncernów?

Gatunki zagrożone wyginięciem - Sxc.hu

World Wide Fund for Nature to najpotężniejsza organizacja ekologiczna na świecie. Bilans jej działalności wypada jednak żałośnie: wiele z tego, co robi WWF, służy raczej wielkiemu przemysłowi  niż środowisku czy zagrożonym gatunkom zwierząt.

Gatunki zagrożone wyginięciem - Sxc.hu

Chronić puszczę? Możesz to zrobić już za pięć euro. Ratować goryle? Od trzech euro. Pomagać przyrodzie można nawet za  parę centów – jeśli tylko zaufamy organizacji World Wide Fund for Nature. (…) W zeszłym roku zarobiła ona w ten sposób 875 088 euro.

WWF obiecuje, że zrobi za to wiele dobrego – dla lasów, goryli, klimatu, i oczywiście dla pandy, symbolu owych obrońców przyrody. Również rządy powierzają jej spore pieniądze. Od amerykańskich służb pomocy krajom rozwijającym się WWF otrzymała przez lata 120 milionów dolarów. Również niemieckie ministerstwa przez długi czas obdarowywały tę organizację tak hojnie, że w latach dziewięćdziesiątych postanowiła ona nawet ograniczyć przyjmowanie owych prezentów, nie chcąc być postrzeganą jako państwowa przybudówka.

Ale czy World Wide Fund for Nature jest rzeczywiście w stanie uratować przyrodę przed człowiekiem? Czy też piękne plakaty tej organizacji dostarczają tylko iluzji ratunku i pomocy? 50 lat od jej powstania mnożą się zastrzeżenia co do jej faktycznej niezależności oraz modelu biznesowego, który zakłada chronienie przyrody wspólnie z przemysłem.

WWF, mająca swoją siedzibę w Genewie, uważana jest za najpotężniejszą organizację ekologiczną na świecie. Działa w ponad stu krajach, w ścisłych związkach z możnymi i bogatymi tego świata. Symbol pandy widnieje zarówno na kubeczkach jogurtu Danone, jak i ubraniach osobistości z wyższych sfer, takich jak księżna Monako Charlene. Koncerny płacą siedmiocyfrowe sumy w euro, by móc używać tego logo. W samych tylko Niemczech WWF liczy 430 tysięcy członków, a miliony ludzi darowują jej swoje oszczędności. Pytanie, jak tak naprawdę inwestowane są ich pieniądze.

„Spiegel” przewędrował Amerykę Południową i indonezyjską wyspę Sumatra, aby to sprawdzić. W Brazylii pewien menedżer z branży rolniczej powiedział nam o pierwszym ładunku ekologicznej soi, który otrzymał certyfikat według standardów WWF i z wielkim PR-owskim szumem dotarł w zeszłym roku do Rotterdamu. Menedżer przyznał, że pochodzenie owej dostawy nie było mu znane. Na Sumatrze członkowie jednego z plemion opowiadali zaś, jak to oddziały zwerbowane przez koncern rolniczy Wilmar International, będący partnerem WWF, niszczyły ich domy, przeszkadzały im bowiem w produkcji oleju palmowego.

Również przedstawiciele organizacji pozarządowych, jak „Ratujmy lasy deszczowe” czy „Robin Wood”, od dawna już nie postrzegają WWF jako przyjaciela zwierząt. Dla wielu to raczej wspólnik wielkich koncernów, którym w zamian za wielkie datki i drobne ustępstwa wydaje licencje na niszczenie przyrody.

Stowarzyszenie to ma obecnie wpływy wynoszące ponad 500 milionów euro rocznie – i z tą kwotą udaje mu się niejedno zdziałać. Jego holenderski oddział współfinansował protestacyjny okręt flagowy Greenpeace’u „Rainbow Warrior”. Aby przeszkodzić wzniesieniu zapór na Dunaju i Loarze, działacze okupowali miejsca budowy, niekiedy przez całe lata. Oddział szwajcarski w latach osiemdziesiątych bronił się tak gwałtownie przed energią atomową, że policja uznała jej szefa za wroga państwowego.

Choć WWF dla wielu jest niewygodna, potrafi również zachowywać się bardzo przymilnie. Na krytykę ich polityki współpracy menedżerowie reagują bardzo nerwowo. W zeszłym roku film niemieckiej telewizji WDR zatytułowany „Układ z pandą” przedstawił druzgocący bilans pracy World Wide Fund for Nature. Jego autor Wilfried Huismann uczynił ekologów współwinnymi ginięcia lasów deszczowych. Zaatakowani gwałtownie odrzucają ów zarzut.

Tezy zawarte w filmie są niedokładnie udokumentowane lub świadomie fałszywe – twierdzi Martina Fleckenstein. Biolożka ta działa w stowarzyszeniu już od 20 lat, pracuje w Berlinie, gdzie kieruje działem polityki rolniczej. Jest swego rodzaju uniwersalną bronią WWF, bez niej nie może odbyć się żaden okrągły stół. To królowa kompromisu. Po emisji filmu organizację zalała jednak fala protestacyjnych e-maili. Ponad 3 tysiące osób zrezygnowało z członkowstwa. Takiej straty WWF nie przeżyła jeszcze nigdy dotąd.

Źródło: Onet.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *